- Możemy pojechać...w zdłóż rzeki do końca miasta. -spytałam nie odrywając niego wzroku.
- Dobra. -skoczył z konaru i wyciągnął ręce w moją stronę.
Lekko je złapałam i zsunęłam się na ziemię, zachwiałam się lądując, jedbak Maks przytrzymał mnie w ostatniej chwili. Prawie się przytulaliśmy, oblałam się rumieńcem nie większym niż on.
- Dzięki. -odsunęłam się od niego, a on mnie puścił.
- Drobiazg. -uśmiechnął się.
***
Pojechaliśmy na koniec miasta zajęło bam to ze dwie godziny...następne dwie wracaliśmy, dodadkowo jeszcze pół godziny, aby dotrzeć do domu (razem z Maksem, gdyż uparł się, że mnie odprowadzi ;3). Było krótko przed 23, kiedy stanęliśmy pod domem ciotki.
Maks?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz