- Jak robimy? - spytał Will.
- Hmm, może... zadzwoń do drugi zespół. - stwierdziłem.
Skinął głową i wyciągnął krótkofalówkę.
- Maks? - usłyszałem nagle słaby głos.
- Rose? - zmarszczyłem delikatnie brwi i przyjrzałem się pasażerowi auta u góry, a następnie temu na dole. Była tam ona i Kasper. - Jak się czujesz? - spytałem lekko zestresowany.
- Ręka mnie strasznie boli. - skrzywiła się. Przyjrzałem się jej, pewnie była złamana... lub tylko mocno skręcona... ciężko powiedzieć bez rentgena. - Nie bój się, zaraz cię stąd wyciągnę. - złapałem ją za zdrową rękę, widząc iż po jej policzkach zaczynają płynąć łzy.
- Maks... nie ma wolnych karetek. Za godzinę najszybciej... - powiedział Rafa, westchnąłem głęboko.
- Dobra, strażacy niech się zajmą tym u góry, nie wygląda aby coś mu było, wy zajmijcie się chłopakiem a ja nią. - skinęli zgodnie głowami.
Usztywniłem Rose rękę, aby nie pogorszyć urazu.
- Teraz odepnę pasy, złapiesz się mnie, okej? - spytałem powoli, bałem się że uderzy głową w szybę. Skinęła zgodnie głową. - Powoli. - dodałem i ostrożnie odpiąłem pas. Udało mi się ją złapać. Powoli i ostrożnie wyciągnąłem ją z auta, posadziłem na trawie.
- Co z tym drugim zespołem? - podszedłem do nich.
- Nie ma, musisz z nią zaczekać. - powiedział, niosąc razem z drugim Kaspra na noszach do karetki.
Westchnąłem delikatnie.
- Trzymaj się stary. - powiedziałem i wróciłem do Rose.
Nie padało, tyle dobrego. Było jednak strasznie zimno. Widząc, iż drży ściągnąłem kamizelkę i oddałem jej swój polar.
Był ciepły, więc powinno być jej cieplej. Dodatkowo wziąłem ją na kolana i przytuliłem.
- Będzie dobrze. - szepnąłem słysząc, jak pociąga cicho nosem.
Rose? Kiss? :*
Brak komentarzy
Prześlij komentarz