Stanęliśmy pod wejściem głównym do domu. Spojrzałam na chłopaka.
- Dzięki, że spędziłeś ze mną ten czas, nie musiałam wysłuchiwać tych nie miłych komentarzy od Kaspra...i że mnie odprowadziłeś.
- Ależ, nie ma sprawy. I ja...też Ci dziękuję.
Uśmiechnęłam się szerzej.
- Do zobaczenia. -powiedziałam mając wielką nadzieję, abyśmy szybko się zobaczyli.
- Do zobaczenia. -powtórzył, jakby liczył na to co ja.
***
Weszłam do środka i zdjęłam po cichu buty, po czym przeszłam przez salon w którym czekała już ciotka z założonymi rękoma, siedząc na sofie i patrząc na mnie z wyrzutem.
- Gdzieś ty była?!
- Ja...poznałam jednego kolegę Kaspra i...dobrze mi się z nim...rozmawiało, pojechaliśmy nad rzekę i..i..i tak straciłam przy nim poczucie czasu. -wyznałam w końcu, a na twarzy ciotki pojawił się uśmiech. Dam głowę, że miała tęż błysk w oku.
- Który kolega....
- Maks. Jest bardzo miły.
- Uuu, skąd te wypieki na twarzy? Hem, podoba Ci się?
- Yyy...no tak.
***
Poszłam do "swojego" pokoju, później do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i wróciłam do pokoju. Całkiem szybko zasnęłam, po takiej podróży...
Maks?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz