***
Kasper miał się spotkać ze swoimi kolegami, ciotka kazała mu wziąć mnie ze sobą.
- Gdzie idziesz Kas? -spytała z kuchni.
- No spotkać się z chłopakami. -rzucił jakby to było oczywiste.
- Świetnie, to weź ze sobą Rose. Może się z nimi też zakoleguje. -chłopak przeklął pod nosem,patrząc na mnie wrednie. -Co tam mówisz? -chyba to usłyszała
- Nie sądzę, aby ją polubili, mamusiu.
- A ja myślę, że jednak można spróbować.
Westchnął głośno.
***po zapoznaniu się z Maksem***
Pojechaliśmy nad rzekę i usiedliśmy na wielkim przewróconym konarze. Siedzieliśmy w ciszy, kończąc gofry. Było mi strasznie nie zręcznie, ponieważ Maks był...spodobał mi się jak tylko go zobaczyłam. A później, nie tylko z wyglądu (jest MEGA uroczy) ale też z charakteru. Był miły i zupełnie inny. Dlaczego nie mogłam z nim zamieszkać? Dlaczego teraz musiałam znosić Kaspra, kiedy mogłabym mile spędzać czas z Maksem, jednak chyba było to możliwe...w końcu to jak podejrzewam jeden z najlepszych przyjaciół mojego kuzyna, a ten miał mnie wszędzie ze sovą zabierać więc będę miała sporo okazji do spotkania z Maksem, obserwowania go (kątem oko, aby się nie skapnął) i słuchania jego głosu...
Maks?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz