***
Jeździłem po skateparku, miałem słuchawki w uszach. Myślałem o tym dziecku, którego nie udało nam się odratować. Taki mały... całe życie przed nim... ech, co za świat. Jako iż słucham muzyki dość głośno, nie słyszałem wołania Kaspra i Rose. Dopiero kiedy wirowałem w powietrzu ich zauważyłem.

Kiedy jednak podjechałem do dziewczyny, Kaspra już nie było. Uśmiechnąłem się do niej ciepło ściągając słuchawki, odstawiłem rower i przytuliłem ją na powitanie.
Rose?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz