Siedziałem bez ruchu, krople deszczu spływały po moich plecach oraz z kosmyków włosów. Nagle usłyszałem grzmot a zaraz po nich płacz. Podniosłem głowę i mrużąc lekko oczy, w deszczu dostrzegłem postać. Podeszła bliżej, Rose. Ona to chyba wszędzie mnie znajdzie... spojrzała na mnie i wybuchnęła płaczem, opadła na kolana zakrywając twarz dłońmi. Podszedłem do niej i uklęknąłem koło niej. Przyciągnąłem ją do siebie.
- Już dobrze, przepraszam... - szepnąłem.
Choćbym chciał, nie potrafię być na nią zły... a nie chcę. Za bardzo ją kocham, nie chcę żyć bez niej.
Rose?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz