Źle się stało, że w ogóle przyszłam na tę imprezę. Chyba lepiej było zostać z Makaem w domu. Właśnie, Maks. Ostagni raz widziałam go jak wskoczył do wody, wychyliłam się za barierkę, aby zobaczyć gdzie jest i co z nim, ale nie wypływał.
- Spoko, uciekł jak tchórz, nie pierwszy raz. Nic mu nie będzie. -powiedział Lukas, podchodząc do mnie od tyłu i obejmując mnie w talii.
Poczułam jego ciepły oddech na szyi, po chwili jego usta, zmierzające ku górze. Zanim zareagowałam, obrucip mnie i znów pocałował, wpychał mi dosłownie język. A jego ręce znów wylądowały na moich pośladkach. Nie odwzajemniłam żadnego z jego gestów. Położyłam tylko jego dłonie na jego torsie, aby go od siebie odsunąć, ale mi się noe udało. A nawet przyniosło odwrotny skutek, Lukas włożył ręce pod moją sukienkę i przycisnął do barierki swym ciałem. Odsunęłam od niego głowę, jak tylko mogłam. Udało mi się sprawić, że nie czułam już jego języka tuż przy moim. Obrzydliwe...
- Zostaw mnie. -przerwał kolejnym pocałunkiem- zdążyłam tylko zabaczyć, że nie ma w pobliżu Kaspra.
Gdy zaczął dobierać się do dolnej części stroju, podniasłam lekko nogę i kopnęłam go w piszczel. Nareszcie oderwał się ode mnie i uklęknął, łapiąc się za nogę. Otarłam usta, czułam jakby były skarzone ochydną substancją (śliną Lukasa). Chłopak zwijał się z bólu. Kopnęłam go jeszcze raz, mocniej w nos. Opadł na podłegę, przytomny, ale jakby nie obecny. Nie wiedziałam co zrobić, więc wskoczyłam do wody. Zaczęło lać. A ja musiałam z tąd uciec, znaleźć Maksa. Przeprosić go. Nie byłam pewna czy mi wybaczy, czy w ogóle będzie chciał na mnie spojrzeć. Wypłynęłam na najbliższy brzeg. Sukienka przywarła mi do ciała, trudno...zaczęłam iść gdzieś w las.
Maks?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz